• Strona główna
  • Włosowe
    • Włosowe przygody
    • Fryzury
    • Suplementacja
    • Akcesoria
    • Recenzje
  • Niewłosowe
    • Paznokcie
  • O mnie
  • Kontakt
Szukam

05 marca

Skrzypokrzywa


Herbatki ziołowe znane są od wieków ze swoich właściwości leczniczych. Mogą działać na nas uspokajająco, suplementująco czy pomagać w różnorakich schorzeniach. Dzisiaj z bliska przyjrzymy się naparowi ze skrzypu i pokrzywy, popularnie zwanego w skrócie "skrzypokrzywą". 

Jest to herbatka znana w środowisku włosomaniaczym głównie z pozytywnego wpływu na przyrost, ponieważ nie tylko go przyspiesza, ale też nowe włosy rosną grubsze i pojawia się więcej baby hairów. Wszystkie te efekty zaobserwowałam u siebie bardzo wyraźnie. Piłam herbatkę przez pół roku, po czym zrobiłam kilka tygodni przerwy. Jednak skrzypokrzywa pomogła nie tylko upiększyć moją czuprynę! Wpłynęła też korzystnie na zdrowie, ale zacznijmy od początku, czyli od mojej diety.

Od zawsze nie przepadam za mięsem i nie jem go wcale, albo w śladowych ilościach. W dzisiejszych czasach dieta roślinna jest bardzo dobrze wypromowana i można przebierać w zamiennikach produktów odzwierzęcych, jednak prehistoria, do jakiej się teraz odwołuję, to okolo 2011, czyli dekada temu. Być może osoby szczególnie zainteresowane zdrowym i zbilansowanym żywieniem były wówczas na tyle kreatywne, by dobrze dopasować jadłospis do zapotrzebowania organizmu i to tak, by uwzględniać całą masę rzeczy, których nie lubiłam i nie lubię. Jednak ja się tym zbytnio nie przejmowałam, przez co nabawiłam się bardzo dużego niedoboru żelaza (potwierdzone badaniem krwi, nie tylko samym gdybaniem). Sztuczne suplementy okazały się nieskuteczne, odwiedziłam nawet dietetyka, który próbował coś na to poradzić, ale skutki były znikome lub żadne. Co jakiś czas badałam poziom żelaza we krwi, ale cały czas był przerażająco niski. 

W międzyczasie zaczęłam czytać bloga Anwen, w którym natknęłam się na wpis o skrzypokrzywie. Marzyłam o pięknych włosach, więc ile sił w nogach pobiegłam do sklepu zielarskiego, kupiłam paczkę suszonej pokrzywy i identyczną ze skrzypem, w domu wsypałam je do ładnej puszki i dokładnie zmieszałam. Jedną łyżeczkę ziół zaparzałam pod przykryciem przez około 15 minut i taką miksturę piłam dwa razy dziennie przez wspomniane już pół roku. Po tym czasie przyszedł czas na rutynowe badania krwi, w tym poziomu żelaza i nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Nie robiłam zupełnie nic w kierunku jego podwyższenia, poddałam się z suplementacją i radami dietetyka, a prawie dobiłam do górnej granicy normy! Jedyne, co się zmieniło w stosunku do mojego wcześniejszego trybu życia, to właśnie pojawienie się w codziennej rutynie skrzypokrzywy. Zatem to musiał być jej wpływ!

Dzisiaj potrafię znajeźć naukowe dowody na potwierdzenie tego, co zaobserwowałam na własnej skórze lata temu. W tej publikacji (klik) zbadano zawartość żelaza, cynku, manganu i miedzi w naparze z różnych ziół, w tym w herbacie ze skrzypu oraz z różnych części pokrzywy. Okazało się, że herbata ze skrzypu (z całej rośliny) 617.46 mg żelaza na 1 kg suchej masy zioła. Za to w przypadku pokrzywy jest to 673 mg/kg dla korzenia i 303 mg/kg liści. Dodatkowo herbatka ze skrzypu zawiera sporo manganu, bo aż 254.7 mg/kg. Pozostałe pierwiastki rozważane w publikacji w tych dwóch ziołach występowały w znacznie mniejszej ilości, dlatego pomijam tutaj konkretne wartości. Zainteresowanych odsyłam do źródła :)

Istnieje jeszcze jedna ciekawa publikacja na ten temat (klik), dodatkowo polska! Badano w niej herbatki ziołowe kupione w warszawskim supermarkecie, o czym napisano wprost w tekście, razem z detalami zaparzania i nie tylko. Tutaj możemy się dowiedzieć, ile żelaza (ale także innych minerałów, odsyłam do źródła) znajduje się w gotowym naparze. I tak dla skrzypu jest to 7,81 mikrograma Fe na gram herbatki, a dla pokrzywy 27,19 mikrograma/gram. Porównując te wyniki z zawartością żelaza w pozostałych ziołach w tabeli, są to dość wysokie wartości (na przyklad melisa ma 3,15 mikrograma Fe na gram naparu).

Czy warto zatem pić skrzypokrzywę? Owszem! I nie tylko na włosy, ale i na zdrowie! :) 

Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Suplementacja
Nowsze posty Nowsze posty

26 lutego

Włosy w wielkim mieście - smog i twarda woda


Istnieje wiele czynników zewnętrznych, które mają wpływ na nasze włosy. Część z nich jest bezpośrednio związana z miejscem zamieszkania. Mowa tutaj o smogu i twardej wodzie, z którymi mamy do czynienia w większych miejscowościach, ale nie tylko tam. W sezonie jesienno-zimowym jakość powietrza pozostawia często wiele do życzenia. Oczywiście wpływ tego zjawiska na całą planetę i nasze zdrowie jest znacznie istotniejszy, niż efekty estetyczne na naszej głowie. Jeśli jednak jesteście ciekawi, jak warunki miejskie wpływają na kondycję włosów i jak można temu zaradzić, zapraszam do lektury.

Twarda woda
Jakość wody w Warszawie jest na tyle dobra, że kranówka jest polecana do picia (co z resztą od lat czynię i ogólnie polecam, bo ileż można produkować plastiku pijąc wodę butelkowaną). Jej konkretne parametry można sprawdzić na oficjalnej stronie wodociągów (klik). Dzisiaj interesuje nas zawartość węglanu wapnia w miligramach na litr. W podlinkowanej przeze mnie tabelce w momencie pisania posta widzimy, że zawartość CaCO3 waha się pomiędzy 218 a 277 mg/l, co jest na stronie wodociągów zakwalifikowane jako woda o średniej twardości. W ramach ciekawostki dodam, że w publikacjach naukowych, na przykład w tej: klik wartości powyżej 180 mg/l uznawane są za wodę bardzo twardą, najwyższą w skali. Niezależnie od tego, czy uznamy twardość wody w stolicy za średnią czy bardzo wysoką, trzeba przyznać, że zawartość węglanu wapnia w naszej wodzie jest istotna i może wpływać na naszą skórę i włosy. 
Według publikacji z Indii z 2013 roku (klik) twardość wody nie ma wpływu na elastyczność i rozciągliwość włosa, natomiast wyniki zawarte w publikacji z Pakistanu z 2016 roku (klik) wskazują, że jednak twardość wody ma znaczący wpływ na wytrzymałość włosa na rozciąganie. Jednak w publikacji z Wielkiej Brytanii z 2018 roku (klik) wykazano istotny wpływ twardości wody na skórę w kontekście jej atopowego zapalenia (AZS).  Także o ile w kwestii włosów zdania są podzielone, o tyle jeśli dotyczy nas podrażnienie skóry, warto zainteresować się obniżeniem stężenia węglanu wapnia, którym polewamy nasze ciało. Można to dośc łatwo osiągnąć montując w wannie czy pod prysznicem filtr (na przykład taki). Można go przykręcić do węża od słuchawki prysznicowej od strony baterii albo przy samej słuchawce, jak komu wygodniej. Ja zdecydowałam się na pierwszą opcję i wygląda to tak :


Muszę przyznać, że odkąd używam filtra, moja skóra dużo mniej się podrażnia (team alergia pozdrawia), a środki myjące lepiej się pienią (co wykazali w publikacji z UK, którą linkowałam wcześniej). Jeśli chodzi o włosy, to zaobserwowałam zdecydowaną poprawę ich kondycji, ale w międzyczasie udało mi się obniżyć porowatość z wysokiej na średnią. Trudno mi ocenić, na ile pomogła mi w tym mniejsza twardość wody, ale jest spora szansa, że chociażby lepsze działanie detergentów i wydajniejsze ich zmywanie z włosów mogło mieć wpływ na to, jak reagowały na dalsze kroki pielęgnacyjne.

Smog
O tym, że smog szkodzi, wszyscy doskonale wiemy. Ma negatywny wpływ na nasze zdrowie w bardzo wielu aspektach. W kontekście włosowym zaobserwowano na przykład, że metale ciężkie wdychane z powietrzem potrafią wbudować się w strukturę włosa (tutaj link do artykułu z 2019 roku, a tutaj z 2011 na ten temat). Jest to manifestacja obecności tych pierwiastków w ludzkim organiźmie i oczywiście może mieć istotne skutki zdrowotne. 
Jednak oprócz szkodzenia od wewnątrz, smog potrafi też dawać negatywne skutki poprzez sam kontakt ze skórą. Badania z tej publikacji wykazały, że wysoce zanieczyszczone powietrze może prowadzić do podrażnienia i bólu skalpu, zaczerwienienia, swędzenia, nadmiernej produkcji sebum, łupieżu, a nawet do wypadania włosów. Objawy te zostały określone zespołem wrażliwego skalpu (ang. Sensitive Scalp Syndrome, SSS), który według autorów może być mylnie diagnozowany jako łysienie androgenowe. Terapia niwelująca SSS polega na stosowaniu w pielęgnacji skóry głowy przeciwutleniaczy, łagodnych detergentów i oleju kokosowego. Warto też pamiętać o reguarnym wykonywaniu peelingu i porządnym wypłukaniu kosmetycznych pozostałości ze skalpu podczas mycia. Zdjęcie peelingu, którego aktualnie używam, poniżej. Kotek dla uwagi.


A dla ciekawych linkuję strony do śledzenia stopnia zanieczyszczenia powietrza : mapka Warszawy, na której możemy odszukać czujnik najbliżej nas i sprawdzić jego aktualny odczyt, strona do szybkiego sprawdzenia jakości powietrza, ogólna i z podziałem na dzielnice (już bez kodu kolorystycznego dla różnych stopni zasmogowania, za to można tu dokablować na sąsiada z "kopciuchem", pokazane są też fragmenty takich doniesień na dowód, że ludzie faktycznie wysyłają zgłoszenia).
Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Akcesoria
Nowsze posty Nowsze posty

20 lutego

Pięć szczotek. Czy wystarczy jedna?

Każdy z nas ma swoje małe rytułały dnia codziennego, które wykonuje od zawsze i nie musi się nad nimi ani trochę zastanawiać. Niewątpliwie wśród tych czynności znajduje się czesanie włosów. Niektórzy wykonują je wyłącznie na mokrych, świeżo umytych włosach, inni powtarzają je kilkarotnie w ciągu dnia. Niezależnie od tego, do której grupy należysz, posiadasz już zapewne do tego celu swoje ulubione narzędzie. Ale czy to najlepsza opcja? Czy jedna, uniwersalna szczotka do włosów załawtia sprawę, czy trzeba koniecznie zaopatrzyć się w kilka różnych egzemplarzy? Zapraszam na krótki przegląd moich szczotek.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie : czy istnieje "one brush to rule them all"? Jedna szczotka, która nada się do wszystkiego i nic innego nie jest potrzebne? Jest to oczywiście kwestia bardzo indywidualna, ale mogę uczciwie przyznać, że ja w 95% przypadków używam po prostu standardowej szczotki wiosłowej z tworzywa sztucznego. Nie jest żadnej konkretnej firmy, kupiłam ją dawno temu w Tigerze za kilka złotych. Najważniejszym kryterium przy jej wyborze było dla mnie to, by ząbki były gładkie i żeby miękko sprężynowała pod naciskiem dłoni, wracając szybko do stanu wyjściowego. Dodatkowo chciałam, by miała jak największą powierzchnię, żeby przyspieszyć proces czesania.
Decyduję się na nią na co dzień, ponieważ jej drugie imię to optymalizacja. Działa się nią szybko i sprawnie, włosy są rozczesane dosłownie kilkoma pociągnięciami, a skóra głowy wymasowana tak jak lubię. Można nią wczesywać odżywkę na mokro, sprawdzi się też do suchych włosów. Zdecydowanie najbardziej uniwersalna szczotka w mojej kolekcji.

Najważniejszym kryterium przy wyborze takiej szczotki powinna być jej gładkość i dokładność wykonania, gdyż ostatnie, czego chcemy, to wprowadzenie do codziennej rutyny uszkodzeń mechanicznych pochodzacych od postrzępionych ząbków i połamanych kuleczek na ich końcach.

Jednak nie zawsze używałam szczotki wiosłowej. Pomijając zamierzchłe czasy dzieciństwa (w których notabene byłam czesana losową szczotką z tworzywa sztucznego i nie mam ani traumy z tym związanej, ani jakiś specjalnie miłych wspomnień), był w moim życiu około pięcioletni okres używania słynnego Tanlge Teezera. Zakupiłam go bardzo dawno temu, na samym początku mojej świadomej pielęgnacji, kiedy jeszcze nie było na nim mrocznej sławy łamacza włosów. Muszę jednak przyznać, że to głównie dzięki niemu udało mi się w tamtych czasach uzyskać włosy o długości do pasa. Gdyby nie on i jego ekspresowe rozczesywanie splątanych włosów, nie miałabym wtedy aż tyle cierpliwości do zapuszczania. Ewidentnie kwestia techniki czesania ma znaczenie! Należy pamiętać, by rozczesywać delikatnie, od końcówek, powoli nabierając coraz wyższe partie włosów. Wbijanie szczotki przy samej nasadzie splątanych włosów i bezmyślne szarpanie nie jest dobrym pomysłem niezależnie od długości, nie polecam.
 
Tangle Teezer poszedł w odstawkę wcale nie ze względu na łamanie włosów poczas czesania, bo nie zauważyłam tego typu uszkodzeń na włosach podczas jego stosowania. U mnie argumentem przesądzającym o odstawieniu go było podrażnienie skalpu, do którego istotnie się przyczyniał. Wszystkim wrażliwcom polecam częste odkażanie szczotek i zwrócenie uwagi na delikatne szczotkowanie skóry głowy, która może dzięki zbyt agresywnemu traktowaniu źle reagować na kosmetyki i może się to przyczyniać do wzmożonego wypadania włosów.
 
Trzecia szczotka w tym zestawieniu to w końcu coś, co nie jest w 100% z plastiku! Jest to szczotka z Rossmanna, wykonana z włosia naturalnego, ale zawierająca także standardowe ząbki. Nie znajduje u mnie wielkiego zastosowania, używam jej od wielkiego dzwonu, kiedy konieczne jest rozczesanie loków na sucho, czyli na przykład przed farbowaniem. Wierzę, że dodatek włosia naturalnego sprawia, że jest delikatniejsza i lepiej rozprowadza oleje na włosach podczas szczotkowania. 
Jest to jedyna szczotka, która umie naelektryzować moje włosy, a uzyskanie zadowalającego stopnia rozczesania wymaga irutująco długiego czasu. Jednak jeśli ktoś z Was nie miał jeszcze do czynienia z naturalnym włosiem, to bardzo zachęcam do eksperymentów! Słyszałam same pochwały od prostowłosych, które wręcz bazują na szczotce tego typu. A jak już o naturalnym włosiu mowa, to... tak, takie ekstremum jak szczotka z włosia dzika też znajduje się w mojej kolekcji! Kupiłam ją dawno temu, również w Rossmannie. 
Wbrew pozorom używam jej częściej, niż szczotki hybrydowej! Służy mi do wczesywania oleju, by jak najdokładniej rozprowadzić go na długości. Sprawdza się do tego celu świetnie, ale mycie jej po całym procesie potrafi być irytujące, więc zdarza mi się olejować włosy z pominięciem wczesania. Jednak różnica w efekcie jest znacząca, więc warto się "pomęczyć" z czyszczeniem.

Ostatnią szczotką z dzisiejszego zestawienia jest już coś typowo dla kręconowłosych, czyli słynny denman D3, u mnie w wersji pachnącej truskawkami :). Jest to rewelacyjny gadżet do stylizacji, pozwala lepiej rozprowadzić kosmetyki na włosach i pomaga im uformować rulony, zasługuje na oddzielny wpis, który z pewnością się pojawi! 

Trzeba trochę poćwiczyć zanim opanuje się jego sprawną obsługę, ale warto próbować i eksperymentować. Oprócz eleganckiego wystylizowania włosów da radę je jakoś rozczesać, ale nie wyobrażam sobie bazowania na nim jako jedynej szczotce. Jest wyjątkowo sztywny, a masaż skóry głowy takim klockiem nie należy do rzeczy przyjemnych. Jednak należy pamiętać, że to jest szczotka dedykowana celom stylizacyjnym, a do tego sprawdza się śpiewająco.

Czy można by czesać się tylko jedną szczotką i wykazać minimalizm w tej kategorii? Oczywiście, że tak! Można z pewnością znaleźć też bardziej ekologiczne alternatywy, jak na przykład biodegradowalna opcja od Anwen (którą planuję dołączyć wkrótce do mojej kolekcji). Nie każdy potrzebuje wielu szczotek, wszystko zależy od oczekiwań użytkownika i tego, co robi z włosami. Niektóre narzędzia lepiej się sprawdzają w kategoriach, w którch inne są beznadziejne. Nie wyobrażam sobie wczesania oleju denmanem albo nakręcania rulonów płaską szczotką wiosłową. We wszystkim należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Jednak jeśli ktoś ma w sobie żyłkę włosowego eksperymentatora, warto czasami zaszaleć, by odkryć nowe możliwości zwykłego, codziennego szczotkowania włosów.
Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Akcesoria
Nowsze posty Nowsze posty

18 lutego

Włosowy 2020

Ubiegły rok przyniósł ze sobą wiele, szczególnie wiosną. O tej porze roku nawet w zwykłych warunkach często odczuwamy chęć choć minimalnego odświeżenia fryzury. Tym razem zarówno okoliczności, jak i chęć zmiany były niezwykłe. Intensywnie śledziłam nowy trend golenia głowy z okazji pandemii i bardzo niewiele brakowało mi, bym dołączyła do grona tych odważnych dziewczyn. Imponowała mi ich spontaniczność i odwaga, sama kilka razy stałam już przed lustrem z maszynką w ręce. Nie zdecydowałam się na aż tak drastyczny krok i trochę żałuję, bo już raczej się go nie podejmę i nie doświadczę tego wyzwalającego uczucia, które obserwowałam na filmikach w sieci. Mimo to chęć i potrzeba zmiany narastała i skończyła się wizytą u fryzjera pod koniec maja, kiedy już było można odwiedzać salony. 

Zaczynałam z włosami ściętymi równo do obojczyków. Ale jak to? Kręcone włosy, świadoma pielęgnacja i brak cieniowania? Prawie skandal, prawda? Otóż nie przepadam za efektem, który daje mi cieniowanie. Mimo całej mojej sympatii do zespołów rockowych lat 80. :)

Postąpiłam dość szalenie, ponieważ pokazałam pani Fryzjerce zdjęcia dwóch bardzo różniących się od siebie fryzur pixie na kręconych włosach i powiedziałam, że poproszę krótko i tak, żeby było ładnie. Z perspektywy czasu oceniam, że zupełnie mi odbiło, ale pani poradziła sobie świetnie. Wyszłam z salonu z fryzurą jak z filmu Amelia, tylko bez grzywki. Jako zagorzała fanka tej produkcji byłam zachwycona, bo zawsze marzyłam o wyglądzie Amelii, ale nikt się wcześniej nie podjął tego wyzwania na mojej głowie. Zdjęcie poniżej pokazuje fryzurę po miesiącu od obcięcia.


Mimo ogólnego zachwytu zmianą, jaka dokonała się na mojej głowie, jak to zwykle bywa, niezwłocznie przystąpiłam do operacj : zapuszczanie. Wcierki, suplementacja, masaże skalpu, wszystkie sposoby wspomagania miały miejsce i trwają nadal, doczekają się osobnego wpisu. 

Mocne zejście z długości to nie jedyne, co miało miejsce u mnie w tym roku. Po wielu miesiącach wahań i namysłów w końcu zdecydowałam się na przefarbowanie włosów na kruczą czerń. Najciekawszy w tej operacji okazał się fakt, że tylko ja sama zauważyłam różnicę. Gdy pytałam się znajomych, czy pasuje mi nowy kolor włosów, otrzymywałam w odpowiedzi pytanie "Jaki nowy kolor? Przecież zawsze miałaś czarne!". A dla mnie one zawsze były ciemnobrązowe i chciałam sprawdzić, jak z urodą zimy będę wyglądać w hebanowych. Dodatkowym argumentem przemawiającym za koloryzacją były pierwsze siwe włosy, które niestety zaczęły się już u mnie pojawiać. Ostatecznie w czerni czuję się rewelacyjnie, nawet lepiej niż w naturalnym odcieniu. Zdjęcie poniżej obrazuje stan włosów z połowy grudnia.

A czy Wy zdecydowaliście się na jakąś włosową zmianę w pandemię? 

Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Włosowe przygody
Nowsze posty Nowsze posty
Nowsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Witaj na moim blogu

Dark hair matter
Cześć ❤ mam na imię Karolina. Jestem wielbicielką twórczości Stephena Kinga, brokatu i filmów kostiumowych. Okazjonalnie na zdjęciach w niektócyh postach pojawia się mój kot, Simba. Włosomaniactwem interesuję się od prehistorii tego ruchu. Uwielbiam wszelkiego rodzaju DIY oraz dociekać naukowych uzasadnień przekazywanych treści.

Strony

  • Instagram

Archiwum

Popularne posty

  • Granatowa czerń w domowym zaciszu
      Koloryzacja włosów może, ale nie musi być wykonywana u fryzjera. Nie musi się także wiązać z ogromnymi zniszczeniami włosów, szczególnie w...

Szukaj

Moje linki

  • Instagram

Etykiety

Akcesoria Fryzury Koloryzacja Paznokcie Recenzje Suplementacja Włosowe przygody

Zgłoś nadużycie

Popularne posty

  • Onycholiza - moja historia [UWAGA : drastyczne zdjęcia]
    Onycholiza jest schorzeniem polegającym na oddzieleniu się części płytki paznokcia od łożyska, pomiędzy które dostaje się powietrze. Oprócz ...
  • Aunt Jackie's Curl La La - recenzja
     Wiosna w końcu rozpanoszyła się na dobre. Pogoda zachęca do spacerów, tym bardziej tych z rozpuszczonymi włosami. W dodatku udało mi się os...
  • Włosowe przygody z Chin
    Z okazji pierwszej rocznicy lockdownu w Polsce zebrało mi się na wspominki. Jesienią 2019 miałam służbowy wyjazd do Chin, który był niesamow...

Etykiety

Akcesoria Fryzury Koloryzacja Paznokcie Recenzje Suplementacja Włosowe przygody
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Dark hair matter - blog ciemnowłosej włosomaniaczki. Design created with by: Brand&Blogger. All rights reserved.