• Strona główna
  • Włosowe
    • Włosowe przygody
    • Fryzury
    • Suplementacja
    • Akcesoria
    • Recenzje
  • Niewłosowe
    • Paznokcie
  • O mnie
  • Kontakt
Szukam

12 marca

Włosowe przygody z Chin

Z okazji pierwszej rocznicy lockdownu w Polsce zebrało mi się na wspominki. Jesienią 2019 miałam służbowy wyjazd do Chin, który był niesamowitą przygodą. Była to moja pierwsza wizyta na inny kontynencie, więc towarzyszyły jej ogromne emocje. Wszystko było nowe, inne i bardzo fascynujące. Miałam okazję zweryfikować swoje wyobrażenia na wiele tematów. Faktycznie - dostęp do "naszych" mediów społecznościowych był znacznie utrudniony i trzeba było kombinować z VPN, a "nasze" karty płatnicze praktycznie nigdzie nie działały (z wyjątkiem bankomatów The Bank Of China, z których na szczęście bez problemu można było wypłacić gotówkę i to po rozsądnym kursie). Jednak te drobne niedogodności nie były w stanie przyćmić ogromnego wrażenia, jakie wywarła na mnie ta podróż.

Kuchnia, której miałam okazję doświadczyć, dalece różniła się od "chińskiego" jedzenia, które możemy nabyć w budkach w Polsce. Nadal nie jestem pewna, czy wiem, co jadłam, jednak absolutnie nie mam na myśli stereotypowych wątpliwości co do pochodzenia mięsa! Chodzi mi raczej o problem z tłumaczeniem nazw niezliczonych dodatków i przekąsek. Nie zdziwię Was, jeśli napiszę, że google translator nie zawsze dawał radę, więc jedząc grzybki ciężko mu uwierzyć, że są to bakterie :).  Ogólna recenzja kuchni chińskiej z Zhengzhou : pyszności!

Na każdym kroku zachwycałam się małymi rzeczami. Uczę się języka japońskiego, w którym występują znaki kanji zapożyczone z języka chińskiego. Każdy znak, który rozpoznałam na ulicy, niesamowicie mnie cieszył! Fascynowała mnie także roślinność, która dla miejscowych była najzwyklejszą w świecie codziennością, a ja miałam okazję na żywo podziwiać ją głównie w palmiarniach. Poniżej zdjęcie znaku oznaczającego po japońsku "duży" wyrytego w bambusie rosnącym po prostu przy chodniku.

Sporo ludzi przemieszczało się po mieście skuterami wyposażonymi w specjalne kubraczki zabezpieczające przed zmarznięciem dłoni i nie tylko, poniżej dodaję zdjęcie poglądowe. Design bywał najróżniejszy, od minimalistycznych po totalnie kawaii.

Oczywiście nie tylko ja się czułam zafascynowana wszystkim dookoła. Okazało się, że otoczenie także zwraca na mnie uwagę. Kilkakrotnie byłam proszona o pozwolenie na zrobienie sobie ze mną zdjęcia, co ochoczo czyniłam w zamian za poinstruowanie mnie odnośnie drogi (mapy w telefonie też miały problem). Na początku myślałam, że owo zainteresowanie wynika z mojego wzrostu (178 cm), który znacznie różnił się od wzrostu typowej osoby na ulicy. Jednak dość szybko nabrałam podejrzeń, że to nie jedyny powód. Wędrując pasażem handlowym natknęłam się na stragan z... kaszkietami z doczepionymi kręconymi, brązowymi włosami! 

Ewidentnie moja fryzura była tam wtedy modna :) Spotkanie kogoś, kto nie nosi peruki i ma kręciołki naturalnie, musiało być ciekawe. Natomiast ja jadąc metrem i obserwując ludzi bardzo im zazdrościłam koloru, blasku i właśnie struktury włosów, które tworzą kruczą taflę. Zamieniłabym się :) Poniżej zdjęcie poglądowe z ostatniego spaceru, żeby dociekliwy czytelnik miał szansę porównać moją fryzurę z kaszkietowymi wersjami. Rok temu jeszcze nie farbowałam włosów i były ciemnobrązowe, więc bardziej pasowałam do kaszkietowego trendu :)

Mam ogromną nadzieję, że szczepienia przyniosą skutek i pandemia zostanie jak najszybciej opanowana, a życie wróci do normalności i podróże znów będą możliwe. Czytanie o dalekich krajach i oglądanie filmów na ich temat nie zastąpi doświadczenia na własnej skórze innej kultury.

Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Włosowe przygody
Nowsze posty Nowsze posty
Starsze posty Starsze posty

05 marca

Skrzypokrzywa


Herbatki ziołowe znane są od wieków ze swoich właściwości leczniczych. Mogą działać na nas uspokajająco, suplementująco czy pomagać w różnorakich schorzeniach. Dzisiaj z bliska przyjrzymy się naparowi ze skrzypu i pokrzywy, popularnie zwanego w skrócie "skrzypokrzywą". 

Jest to herbatka znana w środowisku włosomaniaczym głównie z pozytywnego wpływu na przyrost, ponieważ nie tylko go przyspiesza, ale też nowe włosy rosną grubsze i pojawia się więcej baby hairów. Wszystkie te efekty zaobserwowałam u siebie bardzo wyraźnie. Piłam herbatkę przez pół roku, po czym zrobiłam kilka tygodni przerwy. Jednak skrzypokrzywa pomogła nie tylko upiększyć moją czuprynę! Wpłynęła też korzystnie na zdrowie, ale zacznijmy od początku, czyli od mojej diety.

Od zawsze nie przepadam za mięsem i nie jem go wcale, albo w śladowych ilościach. W dzisiejszych czasach dieta roślinna jest bardzo dobrze wypromowana i można przebierać w zamiennikach produktów odzwierzęcych, jednak prehistoria, do jakiej się teraz odwołuję, to okolo 2011, czyli dekada temu. Być może osoby szczególnie zainteresowane zdrowym i zbilansowanym żywieniem były wówczas na tyle kreatywne, by dobrze dopasować jadłospis do zapotrzebowania organizmu i to tak, by uwzględniać całą masę rzeczy, których nie lubiłam i nie lubię. Jednak ja się tym zbytnio nie przejmowałam, przez co nabawiłam się bardzo dużego niedoboru żelaza (potwierdzone badaniem krwi, nie tylko samym gdybaniem). Sztuczne suplementy okazały się nieskuteczne, odwiedziłam nawet dietetyka, który próbował coś na to poradzić, ale skutki były znikome lub żadne. Co jakiś czas badałam poziom żelaza we krwi, ale cały czas był przerażająco niski. 

W międzyczasie zaczęłam czytać bloga Anwen, w którym natknęłam się na wpis o skrzypokrzywie. Marzyłam o pięknych włosach, więc ile sił w nogach pobiegłam do sklepu zielarskiego, kupiłam paczkę suszonej pokrzywy i identyczną ze skrzypem, w domu wsypałam je do ładnej puszki i dokładnie zmieszałam. Jedną łyżeczkę ziół zaparzałam pod przykryciem przez około 15 minut i taką miksturę piłam dwa razy dziennie przez wspomniane już pół roku. Po tym czasie przyszedł czas na rutynowe badania krwi, w tym poziomu żelaza i nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Nie robiłam zupełnie nic w kierunku jego podwyższenia, poddałam się z suplementacją i radami dietetyka, a prawie dobiłam do górnej granicy normy! Jedyne, co się zmieniło w stosunku do mojego wcześniejszego trybu życia, to właśnie pojawienie się w codziennej rutynie skrzypokrzywy. Zatem to musiał być jej wpływ!

Dzisiaj potrafię znajeźć naukowe dowody na potwierdzenie tego, co zaobserwowałam na własnej skórze lata temu. W tej publikacji (klik) zbadano zawartość żelaza, cynku, manganu i miedzi w naparze z różnych ziół, w tym w herbacie ze skrzypu oraz z różnych części pokrzywy. Okazało się, że herbata ze skrzypu (z całej rośliny) 617.46 mg żelaza na 1 kg suchej masy zioła. Za to w przypadku pokrzywy jest to 673 mg/kg dla korzenia i 303 mg/kg liści. Dodatkowo herbatka ze skrzypu zawiera sporo manganu, bo aż 254.7 mg/kg. Pozostałe pierwiastki rozważane w publikacji w tych dwóch ziołach występowały w znacznie mniejszej ilości, dlatego pomijam tutaj konkretne wartości. Zainteresowanych odsyłam do źródła :)

Istnieje jeszcze jedna ciekawa publikacja na ten temat (klik), dodatkowo polska! Badano w niej herbatki ziołowe kupione w warszawskim supermarkecie, o czym napisano wprost w tekście, razem z detalami zaparzania i nie tylko. Tutaj możemy się dowiedzieć, ile żelaza (ale także innych minerałów, odsyłam do źródła) znajduje się w gotowym naparze. I tak dla skrzypu jest to 7,81 mikrograma Fe na gram herbatki, a dla pokrzywy 27,19 mikrograma/gram. Porównując te wyniki z zawartością żelaza w pozostałych ziołach w tabeli, są to dość wysokie wartości (na przyklad melisa ma 3,15 mikrograma Fe na gram naparu).

Czy warto zatem pić skrzypokrzywę? Owszem! I nie tylko na włosy, ale i na zdrowie! :) 

Czytaj dalej »
Podziel się!
Labels:
Suplementacja
Nowsze posty Nowsze posty
Starsze posty Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Komentarze (Atom)

Witaj na moim blogu

Dark hair matter
Cześć ❤ mam na imię Karolina. Jestem wielbicielką twórczości Stephena Kinga, brokatu i filmów kostiumowych. Okazjonalnie na zdjęciach w niektócyh postach pojawia się mój kot, Simba. Włosomaniactwem interesuję się od prehistorii tego ruchu. Uwielbiam wszelkiego rodzaju DIY oraz dociekać naukowych uzasadnień przekazywanych treści.

Strony

  • Instagram

Archiwum

Popularne posty

  • Włosowe przygody z Chin
    Z okazji pierwszej rocznicy lockdownu w Polsce zebrało mi się na wspominki. Jesienią 2019 miałam służbowy wyjazd do Chin, który był niesamow...

Szukaj

Moje linki

  • Instagram

Etykiety

Akcesoria Fryzury Koloryzacja Paznokcie Recenzje Suplementacja Włosowe przygody

Zgłoś nadużycie

Popularne posty

  • Onycholiza - moja historia [UWAGA : drastyczne zdjęcia]
    Onycholiza jest schorzeniem polegającym na oddzieleniu się części płytki paznokcia od łożyska, pomiędzy które dostaje się powietrze. Oprócz ...
  • Aunt Jackie's Curl La La - recenzja
     Wiosna w końcu rozpanoszyła się na dobre. Pogoda zachęca do spacerów, tym bardziej tych z rozpuszczonymi włosami. W dodatku udało mi się os...
  • Włosowe przygody z Chin
    Z okazji pierwszej rocznicy lockdownu w Polsce zebrało mi się na wspominki. Jesienią 2019 miałam służbowy wyjazd do Chin, który był niesamow...

Etykiety

Akcesoria Fryzury Koloryzacja Paznokcie Recenzje Suplementacja Włosowe przygody
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Dark hair matter - blog ciemnowłosej włosomaniaczki. Design created with by: Brand&Blogger. All rights reserved.